Analiza Katarzyny Fortak-Karasińskiej*:
- Ostatnimi czasy wraz z nieustającym rozwojem współczesnej medycyny na popularności zyskują alternatywne metody leczenia. Mimo, iż ich skuteczność cały czas pozostaje nieudowodniona i dyskusyjna, coraz częściej słyszymy o przypadkach pacjentów, którzy postanowili zaufać jakiejś niekonwencjonalnej metodzie. 

O alternatywnych metodach leczenia bywa głośno… 

Nie tak dawno temat alternatywnego leczenia został znów poruszony doniesieniami o rodzicach noworodka, którzy zamiast poddać dziecko szczepieniom skonsultowali stan jego zdrowia z irydologiem, który przesądził o braku nieprawidłowości na podstawie wyglądu oka. 

Kilka dni temu w mediach znów zawrzało, tym razem za sprawą pacjentki ze Szczecina cierpiącej na raka piersi, która chcąc uniknąć chemioterapii poddała się leczeniu u irydologa, który zapewnił, iż guz wchłonie się w następstwie ziołoterapii, a wizyta u onkologa jest zbędna. 

Na kanwie takich wydarzeń na usta wielu ludzi ciśnie się pytanie – czy osoby zajmujące się tego typu terapią, tzw. znachorzy, mogą ponieść odpowiedzialność za narażenie życia czy zdrowia pacjentów?

Znachor równa się podmiot leczniczy?


W pierwszej kolejności trzeba zdefiniować działalność takich „specjalistów” , a zatem poddać analizie, czy konsultacja u znachora może być utożsamiana z udzieleniem świadczenia zdrowotnego. Przypomnieć wypada, iż ustawa o działalności leczniczej definiuje wspomniane świadczenie jako działania służące zachowaniu, ratowaniu, przywracaniu lub poprawie zdrowia oraz inne działania medyczne wynikające z procesu leczenia lub przepisów odrębnych regulujących zasady ich wykonywania. 

Niezaprzeczalnie zatem sytuacja, w której osoba cierpiąca na określone schorzenie udaje się do tzw. znachora celem uzyskania porady dzięki której będzie mogła poprawić swój stan zdrowia lub całkowicie się wyleczyć jest przypadkiem skorzystania ze świadczenia zdrowotnego. 

Udzielanie takich świadczeń jest podstawą, trzonem działalności leczniczej, prowadzonej przez zorganizowane podmioty lecznicze bądź w formie praktyki zawodowej lekarza czy pielęgniarki. 

Niezależnie od sposobu ukształtowania podmiotu prowadzącego działalność leczniczą wiąże się to z koniecznością spełnienia ogromnej ilości wymogów formalnych – przede wszystkim obowiązek rejestracji w specjalnym rejestrze dla podmiotów leczniczych, posiadania ubezpieczenia czy zgody Sanepidu, a także technicznych - co do pomieszczeń, wyposażenia czy sprzętu. 

W zdecydowanej większości przypadków praktyki specjalistów medycyny alternatywnej pozostają działalnością samozwańczą, niezarejestrowaną w stosownym rejestrze, a zatem mówiąc wprost – działalnością nielegalną. 

Czy „mamy paragraf” na znachora? 


Beztroska w udzielaniu świadczeń może zostać ukrócona przez Ministra Zdrowia, który uprawniony został do podejmowania czynności kontrolnych w zakresie przestrzegania prawa przez podmioty wykonujące działalność leczniczą. Z kolei kwestia kontrolowania naruszeń w zakresie procesu rejestracyjnego pozostaje w gestii wojewodów. Niezaprzeczalnie zatem osoby oferujące leczenie niekonwencjonalnymi metodami mogą ponieść odpowiedzialność za naruszenia związane z nieuregulowaniem prawnym prowadzonej działalności. 

Jednak co w przypadku, w którym na skutek takiej terapii pacjent nie zostaje uzdrowiony, a wręcz przeciwnie – jego stan zdrowia ulega pogorszeniu, a życie jest zagrożone? 

Kodeks karny przewiduje w takiej sytuacji odpowiedzialność za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci pozbawienia człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia lub innego ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej, choroby realnie zagrażającej życiu, trwałej choroby psychicznej, całkowitej albo znacznej trwałej niezdolności do pracy w zawodzie lub trwałego, istotnego zeszpecenia lub zniekształcenia ciała czy odpowiedzialność za naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia inny niż wyżej wymienione. 

Niezależnie od opinii dot. stosowania niekonwencjonalnych metod leczenia możemy zatem być pewni, że ewentualna nielegalna działalność lecznicza znachora, która w dodatku przynosi efekty odwrotne od pożądanych, nie jest zupełnie bezkarna i beztroska.

*Katarzyna Fortak-Karasińska
Autorka jest partnerką w Kancelarii "Fortak & Karasiński".

 

Żródło: Termedia

 

 

Udostępnij stronę znajomym

Hej, nie przyłączysz się do nas?!

 

 

 

 

 

 

 

                                                Zanim wyjdziesz, 

 klknij mnie i sprawdź benefity członków PTCA

x